Małgorzata Łojko

Malizny, 2012

Malizny, 2012

Portfolio [PDF]

Propozycja projektu

Galeria niech będzie pracownią

Proces powstawania „dzieła” oraz jego dokumentacja (np. wideo, on line) niech będzie sednem działania. Pierwszy dzień pracy nad projektem będzie równoznaczny z „otwarciem ekspozycji”. Zainteresowani będą mogli oglądać (podglądać) powstające „dzieło” na każdym z etapów jego „rozwoju”. Publiczność będzie miała możliwość kontaktu z artystą podczas tworzenia, obserwowania pracy (będzie mogło nastąpić odczarowanie mitu tworzenia, dla tych którym wydaje się to aktem niezwykłym; lub odwrotnie, Ci którzy sądzą, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, iż nie jest to żaden trud, być może dojdą do odwrotnych wniosków). Moment zakończenia pracy będzie zamykał finisaż wystawy. Zatem „ukończone dzieło” będzie pokazywane publiczności tylko jeden raz.

Powyższe założenia wynikają z moich obserwacji zarówno pracy własnej jak i kontaktu z innymi twórcami. Są też próbą odpowiedzi na oczekiwania „publiczności”, chęcią zaspokojenia jej ciekawości. Prezentując własne prace spotykam się z konkretnymi pytaniami „jak to zostało zrobione ?”,”z czego to jest wykonane ?”, „ile czasu zajęło zrobienie tego ?” etc. Niekiedy te, zdawało by się banalne, pytania pozostają bez odpowiedzi, choćby dlatego, że ciężko pracę twórczą wykonywać ze stoperem w ręku. Jednak kiedy to ja staję w pozycji widza, oglądając wystawę, sama łapię się na tym, że próbuję odgadnąć proces powstawania dzieła. Tyczy się to głównie instalacji, rzeźb, obiektów wchodzących w przestrzeń, multiplikacji, kolaży, architektury… Można zatem powiedzieć, iż techniczna strona tworzenia dzieła jest równie ciekawa jak jego treść. Moje doświadczenia dają mi również pogląd na to jak bardzo obiekty nad jakimi pracuję zmieniają się w czasie, ile po drodze mają świetnych lub kiepskich momentów. Jak wiele przybierają form, które mogłyby świadczyć o ich ukończeniu, a jednak pracuję nad nimi nadal. Ile pozornie ukończonych prac ostatecznie zmienia swoją postać, choćby przez destrukcję ich fragmentów. Zwykle wystawa jest próbą prezentacji dzieła ukończonego – doskonałego, jednak niełatwo jest postawić przysłowiową „kropkę” po skończonym zdaniu, uznać, że ten etap pracy jest tym ostatecznym (może tu rola kuratora – „selekcjonera”?); zwykle jedne obiekty są inspiracją dla nowych form. Dlatego mnie osobiście fascynują obiekty pozostające w procesie, zmieniające się czy to z mojej przyczyny, czy czynników zewnętrznych. Innym aspektem tworzenia bezpośrednio w galerii jest możliwość kontaktu z twórcą/kontaktu z odbiorcą, nie tylko podczas uroczystego otwarcia wystawy, kiedy automatycznie tworzy się pewnego rodzaju bariera między (doskonałym) artystą i (zwykłą) publicznością. Charakter tego uroczystego spotkania powoduje, iż onieśmielona publiczność ucieka się jedynie do gratulacji. Postawiony na piedestale artysta nie wchodzi w dialog z odbiorcami – sam często staje się swoim portretem do oglądania; skrupulatnie przedstawiony przez kuratora wystawy sam często nie ma zbyt wiele do dodania. Spotkania autorskie często dają nam zupełnie inny pogląd na twórczość danego artysty, a nawet na jego osobę. Stąd też otwarcie przestrzeni twórczej może być dobrym pretekstem do rozmów o twórczości.

Galeria niech będzie pracownią:

  • ponieważ nie posiadam własnej pracowni
  • ponieważ jest miejscem dostępnym zarówno dla artysty jak i dla publiczności, może być dobrym miejscem dialogu
  • ponieważ publiczność jest już „nauczona”, że galerię można odwiedzać, by obejrzeć sztukę
  • ponieważ ideą całego działania ma być odwrócenie schematów organizacji wystaw (kiedy w galerii następuje montaż ukończonego dzieła; uroczyste otwarcie wystawy; wystawa jest dostępna dla widzów przez dłuższy okres; nie ma możliwości spotkania z artystą, dłuższej niż podczas wernisażu)

Co powstanie?
Proces tworzenia „dzieła” będzie rozciągnięty w czasie, zatem naturalnym jest jego (dzieła) narastanie, rozwój, przemijanie. Chciałabym stworzyć obiekt lub rodzinę obiektów, które rzeczywiście będą w galerii (pracowni) rosły, zapełniały ją a nawet z niej „wychodziły” (np. przez okna), być może nawet z niej znikały.